Komplikacje

 

 

Szwajcarska organizacja pozarządowa szkoli grupę "seksualnych asystentów". Mają oni oferować radość seksu tym, dla których była dotąd nieosiągalna.

- Wszyscy zarzucają mi, że łamię tabu, ale tabu jest po to, by je łamać - mówi "Gazecie" Aiha Zemp, psychoterapeutka pilotująca kontrowersyjny projekt.

Kiedy pytam ją, czy jest jakaś różnica między "pomocą seksualną" a prostytucją, odpowiada nerwowo: - Prostytutka bierze ok. 120 franków szwajcarskich za 10 minut pracy. Godzina naszej fachowej pomocy seksualnej będzie kosztowała 150 franków. 10 minut w wykonaniu zwyczajnej prostytutki to za mało dla człowieka na wózku, nie mówiąc już o okazywaniu wrażliwości i zrozumienia. Tego nie można zamówić w agencji towarzyskiej.

Czy "asystenci" mają za sobą doświadczenie w seksbranży? - pytam.

- Ależ skąd. Jedna z nich to były nauczyciel, mamy też tapicera i masażystkę - tłumaczy Zemp. - Niepełnosprawni też pragną seksu. Ale im dużo trudniej jest zaspokoić pragnienia - dodaje.

Zemp działa w organizacji Fabs (Niepełnosprawni i Seksualność). Namówiła federalne MSW, by wyłożyło na jej projekt 175 tys. franków szwajcarskich (ok. 430 tys. zł). Kolejne 50 tys. dały władze dwóch kantonów, a 22 tys. pochodzi z różnych organizacji charytatywnych. W przyszłym roku obiecały dalsze subsydia.

Fabs jako jedyna organizacja w Szwajcarii zajęła się problemem seksualności niepełnosprawnych. Nie ogranicza się tylko do wydawania broszurek czy organizowania warsztatów psychologicznych. Od dwóch lat zatrudnia trzech mężczyzn i kobietę, którzy świadczą odpłatnie masaż erotyczny niepełnosprawnym z niemieckojęzycznych kantonów Szwajcarii.

Od wiosny przyszłego roku Fabs chce rozszerzyć swoje usługi. Szkoli "seksualnych asystentów", którzy będą za pieniądze uprawiali pełny seks z niepełnosprawnymi. Zemp zastrzega, że nie chodzi o stręczycielstwo. "Asystenci" zgadzają się na pracę z niepełnosprawnymi dobrowolnie i przechodzą kompleksowy trening psychologiczny, ucząc się wrażliwości na potrzeby ludzi na wózkach.

Granica jest na tyle cienka, że wielu szwajcarskich psychologów kręci z niechęcią głowami. - To zwyczajna prostytucja. Nazywajmy rzeczy po imieniu - mówi agencji Swissinfo o projekcie Fabs Peter Wehrli psycholog i szef Centrum dla Niezależnego Życia w Zurychu, które również zajmuje się problemami niepełnosprawnych.

Wątpliwości ma również profesor Małgorzata Kościelska, profesor psychologii, wieloletnia kierownik Katedry Psychologii Klinicznej na Uniwersytecie Warszawskim, obecnie związana z Akademią Bydgoską. - Jeśli społeczeństwo zgadza się na prostytucję dla sprawnych ludzi, to dlaczego mielibyśmy odmawiać prawa do niej niepełnosprawnym, którzy mają takie same potrzeby? - pyta retorycznie. Przyznaje jednak, że osobiście sprzeciwia się prostytucji i uważa, że szwajcarską inicjatywę trzeba nazywać po imieniu - prostytucja obudowaną specjalną filozofią.

Prof. Kościelska tłumaczy, że nigdy nie zgodzi się na sprowadzanie potrzeb erotycznych do technicznej redukcji napięcia. Jej zdaniem problemy z seksualnością ludzi niepełnosprawnych trzeba załatwiać inaczej - poprzez przełamywanie ich izolacji, ułatwianie im kontaktów z innymi osobami.

Ale szwajcarska psychoterapeutka upiera się, że wybrana przez nią metoda jest właściwa. Stawia na szali swój autorytet i własne doświadczenie bycia niepełnosprawnym. Urodziła się z kikutami nóg i rąk, ale po bolesnej rehabilitacji nauczyła się z tym żyć, nie korzystając z protez. Od wielu lat zajmuje się psychologią ludzi niepełnosprawnych. W 1977 r. wystąpiła wraz z mężem w głośnym w krajach niemieckojęzycznych filmie dokumentalnym "Niepełnosprawna miłość".

W rozmowie z "Gazetą" Zemp zapewnia, że nie odkrywa Ameryki, ale powiela dobre wzorce z innych krajów. Podobne rozwiązania stosowane są od wielu lat w Holandii i Danii. W krajach tych toczyła się nawet dyskusja, czy usługi seksualne dla niepełnosprawnych mogą być finansowane z ubezpieczenia społecznego. Najczęściej są jednak dotowane przez różne organizacje pozarządowe.

Szwajcarskie media nie wróżą jednak projektowi Fabs długiego życia. Trzy lata temu padł podobny projekt edukacji seksualnej niepełnosprawnych. Organizacja Pro Infirmis wycofała grupę 12 zawodowych masażystów i masażystek, którzy mieli nieodpłatnie uczyć gry seksualnej ludzi o kulach i na wózkach. Powód był prozaiczny - zabrakło sponsorów.

 
 

Jacek Pawlicki, Gazeta.pl